| Kraina - o pasji do fotografowania |
| Środa, 17 Marzec 2010 11:26 |
|
„Szum wielu falujących wód, co tę krainę przemierza, jako dar od Boga. (cyt. Tomasz Kołtun)
Odrodzeni chrześcijanie mają opinię fanatyków religijnych, którzy czytają tylko biblię, modlą się o to samo i tak w ogóle, to chodzą z głową w chmurach już na ziemi. Niektórzy myślą, że oni mają świat w nienawiści, ziemia zaś nie jest ich ojczyzną. Wolą nawracać wszystko i wszystkich spotkanych na swojej drodze, izolując się od innych ludzi, tworząc zamknięte wspólnoty. Nic ich nie interesuje poza religią i byciem religijnym. Chrystusowi nie chodziło o taką postawę wobec drugiego człowieka, przecież nie odmawiał pomocy innym ludziom, przyszedł, aby zbawić to, co zginęło. Ktoś kiedyś powiedział – grzesznika należy brać w ramiona, lecz nienawidzić grzechu. Uważam, iż jesteśmy zwykłymi, ułomnymi ludźmi, znoszący trud i troski życia codziennego. Jako człowiek nie jestem odosobniony od innych osób. Zdarza mi się zgrzeszyć, co nie oznacza, że to lubię. Mimo wszystko wiara w Chrystusa, obliguje do tego, by być poprawnym wśród ludzi i przed Bogiem. I chwała Najwyższemu Bogu!!!!
Każdy człowiek nosi w sobie ukryte marzenia, pragnienia, ba, nawet je sukcesywnie realizuje. Dorastając interesowało mnie wszystko, co jest związane z przyrodą, zwłaszcza zjawiska atmosferyczne. Tak oto zrodziła się we mnie miłość i szacunek do przyrody, do piękna otaczającego nas świata. Czy jest to aby w porządku wobec Boga? Jako odrodzony chrześcijanin, posiadam wrodzony podziw dla przyrody. Pragnę zaznaczyć pewien fakt. Otóż Pan Jezus przechadzając się po ziemi izraelskiej, nauczając, wzywał wielokrotnie ludzi do obserwacji przyrody (spójrzcie na ptaki niebieskie, obserwujcie drzewo figowe, patrzcie na siewcę zboża, win ogrodnika itp.). Dlaczego zatem słuchacze nie rozumieli nauczania? Dla człowieka nieodrodzonego, mechanizmy w ekosystemie są oczywiste. Są, bo są. Lecz stwórca zna najlepiej swe stworzenie, dlatego nauczał w formie przypowieści odnoszących się do przyrody. Większość słuchaczy w tamtym czasie utrzymywała się z tego, co urodzi gleba i woda, lecz nie rozumieli, na czym polegają zależności w naturze. Dlatego Pan Jezus wskazywał ścisły związek pomiędzy Bogiem – Ojcem, a Nim - Synem, oraz człowiekiem potrzebującym zbawienia z mocy grzechu i wiecznej śmierci.Sądzę zatem, że wyjazdy poza miasto, na łono natury, nas ludzi ubogacają, dają możliwość bezpośredniego poznania różnych ekosystemów. Możemy brać udział lub być świadkami niesamowitych, ulotnych chwil, których nie możemy oglądać w zamkniętych ścianach naszych mieszkań.
Problemem był pomysł jak zatrzymać oglądane ulotne chwile na dłużej? Wybór padł na małe, bezlitosne urządzenie, widzące i rejestrujące wszystko, co widzi przed sobą. Wielokrotnie wyjeżdżając samochodem, pociągiem, rowerem, poza granice miasta, mogę się delektować pięknem Bożego stworzenia. Stojąc na wysokim pagórku czuję się jak bym był bliżej Niego, a On w ciszy, pozwala mi cieszyć swoje oczy widokami rozległych pól, lasów i kwiecistych łąk, zjawiskami atmosferycznymi oraz ludźmi żyjącymi w symbiozie z przyrodą. Nie wiem jak długo taki stan jeszcze potrwa? Przecież wszystko się zmienia, jak mgła, która jest, a później jej nie ma. Szukając, chociaż ociupinki, skrawka zaginionego ogrodu Eden, dziękuję Bogu za kolejny dzień łaski, kiedy daje mi go jeszcze raz odnaleźć, a ja w nim, zatrzymuję czas, by ochronić relikty przeszłości od zapomnienia, zamykając je w ramy fotografii.
Aparaty fotograficzne towarzyszył mi od dziecka. Pierwsze fotografie naszej rodziny wykonywał sąsiad, który mieszkał w naszej klatce oraz mój tata. To przed nimi pozowałem, jako pięciolatek, buszując po mieszkaniu, w różnych sytuacjach. Nie pojmowałem, że urządzenie na kliszę, cykające, ma takie możliwości. Dopiero po załadowaniu negatywu do koreksa (czarne pudełko zakręcane, służy do wywołania negatywów w roztworze chemii) i wywołaniu kliszy, pojąłem moc zatrzymywania czasu wspólnie spędzanych chwil. Totalną magią było całonocne wywoływanie odbitek na papierze pod powiększalnikiem, na pralce w łazience!!!! W tamtym czasie nie każdy miał aparat i nie zawsze i wszędzie można było fotografować (lata 80). Byłem za młody żeby podejmować trudy fotografii w terenie. Czas upływał mi na nauce w szkole, a fotografia od czasu do czasu pełniła rolę dokumentacji życia rodzinnego np. wyjazdy na wieś w czasie wakacji. Pierwszym aparatem, którego używałem była Smiena 8 m oraz FED. W roku 1989 kupiłem Zenita ET. Od tej pory rozpocząłem prawdziwą przygodę z aparatem w ręku. Po odbyciu służby wojskowej, powróciłem do pracy, skompletowałem trochę obiektywów i pomocniczego sprzętu. Wtedy przede mną otworzyły się szerokie horyzonty, bliskość słońca czy chmur. Mogłem zatrzymać nawet mgłę, tęczę, a nawet błyskawicę, która błyska w mgnieniu oka. Tak do dziś nie rozstaję się ze swoim bezlitosnym potworem, rzucającym obraz na błonę fotograficzną w tak bezlitosny sposób, że aż chce się patrzeć na to piękno otaczającego mnie świata, widzianego w zamkniętej ramie wiszącej na ścianie… Nie pracuję zawodowo jako fotograf, jestem amatorem. Do dzisiaj wykonuję zdjęcia zwykłym analogiem, na kliszach czarno – białych i kolorowych. Zasmakowałem przygody w technice specjalnej, fotografii w podczerwieni na materiałach czarno – białych. Ciemnia tradycyjna ustąpiła miejsca cyfrowej. Mimo wszystko wracam czasami do nieprzespanych nocy, czarując z chemią i papierem. To niesamowite, że czerń potrafi być kolorowa… Oczywiście technika cyfrowej rejestracji obrazu nie jest mi obca, lecz nie jest priorytetem. Obróbka cyfrowa ze skanowanych klisz bardzo pomaga i ułatwia dalszą pracę nad odbitką końcową. Dzięki znajomościom osób pracujących w laboratoriach foto mogłem dalej rozwijać swoje zainteresowana.
Uczestniczyłem w następujących konkursach fotograficznych: 2000 udostępnianie fotografii dla potrzeb telewizji kablowej DIPOL celem popularyzacji regionów Podlasia2004 udział w OMF Warmii i mazur w Olsztynie, zakwalifikowanie po konkursie zdjęć do wystawy zbiorowej2006 udział w XVI Krajowy Salon Fotografii Artystycznej, w Żarach – prace nie zostały zakwalifikowane do ekspozycji, lecz otrzymałem dyplom uczestnictwa z podziękowaniem.2009 udział w konkursie Parki Narodowe, organizator Kampinoski Park Narodowy, zakwalifikowane fotografie prezentowane na wystawie po konkursowej w Ośrodku Edukacyjnym w Kampinoskim Parku Narodowym.
Galerię zdjęć Tomasza Kołtuna można obejrzeć tutaj.
Tomasz Kołtun
|
Odrodzeni chrześcijanie mają opinię fanatyków religijnych, którzy czytają tylko biblię, modlą się o to samo i tak w ogóle, to chodzą z głową w chmurach już na ziemi. Niektórzy myślą, że oni mają świat w nienawiści, ziemia zaś nie jest ich ojczyzną. Wolą nawracać wszystko i wszystkich spotkanych na swojej drodze, izolując się od innych ludzi, tworząc zamknięte wspólnoty. Nic ich nie interesuje poza religią i byciem religijnym. Chrystusowi nie chodziło o taką postawę wobec drugiego człowieka, przecież nie odmawiał pomocy innym ludziom, przyszedł, aby zbawić to, co zginęło. Ktoś kiedyś powiedział – grzesznika należy brać w ramiona, lecz nienawidzić grzechu. Uważam, iż jesteśmy zwykłymi, ułomnymi ludźmi, znoszący trud i troski życia codziennego. Jako człowiek nie jestem odosobniony od innych osób. Zdarza mi się zgrzeszyć, co nie oznacza, że to lubię. Mimo wszystko wiara w Chrystusa, obliguje do tego, by być poprawnym wśród ludzi i przed Bogiem. I chwała Najwyższemu Bogu!!!!
Każdy człowiek nosi w sobie ukryte marzenia, pragnienia, ba, nawet je sukcesywnie realizuje. Dorastając interesowało mnie wszystko, co jest związane z przyrodą, zwłaszcza zjawiska atmosferyczne. Tak oto zrodziła się we mnie miłość i szacunek do przyrody, do piękna otaczającego nas świata. Czy jest to aby w porządku wobec Boga? Jako odrodzony chrześcijanin, posiadam wrodzony podziw dla przyrody. Pragnę zaznaczyć pewien fakt. Otóż Pan Jezus przechadzając się po ziemi izraelskiej, nauczając, wzywał wielokrotnie ludzi do obserwacji przyrody (spójrzcie na ptaki niebieskie, obserwujcie drzewo figowe, patrzcie na siewcę zboża, win ogrodnika itp.). Dlaczego zatem słuchacze nie rozumieli nauczania? Dla człowieka nieodrodzonego, mechanizmy w ekosystemie są oczywiste. Są, bo są. Lecz stwórca zna najlepiej swe stworzenie, dlatego nauczał w formie przypowieści odnoszących się do przyrody. Większość słuchaczy w tamtym czasie utrzymywała się z tego, co urodzi gleba i woda, lecz nie rozumieli, na czym polegają zależności w naturze. Dlatego Pan Jezus wskazywał ścisły związek pomiędzy Bogiem – Ojcem, a Nim - Synem, oraz człowiekiem potrzebującym zbawienia z mocy grzechu i wiecznej śmierci.
Problemem był pomysł jak zatrzymać oglądane ulotne chwile na dłużej? Wybór padł na małe, bezlitosne urządzenie, widzące i rejestrujące wszystko, co widzi przed sobą. Wielokrotnie wyjeżdżając samochodem, pociągiem, rowerem, poza granice miasta, mogę się delektować pięknem Bożego stworzenia. Stojąc na wysokim pagórku czuję się jak bym był bliżej Niego, a On w ciszy, pozwala mi cieszyć swoje oczy widokami rozległych pól, lasów i kwiecistych łąk, zjawiskami atmosferycznymi oraz ludźmi żyjącymi w symbiozie z przyrodą. Nie wiem jak długo taki stan jeszcze potrwa? Przecież wszystko się zmienia, jak mgła, która jest, a później jej nie ma. Szukając, chociaż ociupinki, skrawka zaginionego ogrodu Eden, dziękuję Bogu za kolejny dzień łaski, kiedy daje mi go jeszcze raz odnaleźć, a ja w nim, zatrzymuję czas, by ochronić relikty przeszłości od zapomnienia, zamykając je w ramy fotografii.
Aparaty fotograficzne towarzyszył mi od dziecka. Pierwsze fotografie naszej rodziny wykonywał sąsiad, który mieszkał w naszej klatce oraz mój tata. To przed nimi pozowałem, jako pięciolatek, buszując po mieszkaniu, w różnych sytuacjach. Nie pojmowałem, że urządzenie na kliszę, cykające, ma takie możliwości. Dopiero po załadowaniu negatywu do koreksa (czarne pudełko zakręcane, służy do wywołania negatywów w roztworze chemii) i wywołaniu kliszy, pojąłem moc zatrzymywania czasu wspólnie spędzanych chwil. Totalną magią było całonocne wywoływanie odbitek na papierze pod powiększalnikiem, na pralce w łazience!!!! W tamtym czasie nie każdy miał aparat i nie zawsze i wszędzie można było fotografować (lata 80). Byłem za młody żeby podejmować trudy fotografii w terenie. Czas upływał mi na nauce w szkole, a fotografia od czasu do czasu pełniła rolę dokumentacji życia rodzinnego np. wyjazdy na wieś w czasie wakacji.
Pierwszym aparatem, którego używałem była Smiena 8 m oraz FED. W roku 1989 kupiłem Zenita ET. Od tej pory rozpocząłem prawdziwą przygodę z aparatem w ręku. Po odbyciu służby wojskowej, powróciłem do pracy, skompletowałem trochę obiektywów i pomocniczego sprzętu. Wtedy przede mną otworzyły się szerokie horyzonty, bliskość słońca czy chmur. Mogłem zatrzymać nawet mgłę, tęczę, a nawet błyskawicę, która błyska w mgnieniu oka. Tak do dziś nie rozstaję się ze swoim bezlitosnym potworem, rzucającym obraz na błonę fotograficzną w tak bezlitosny sposób, że aż chce się patrzeć na to piękno otaczającego mnie świata, widzianego w zamkniętej ramie wiszącej na ścianie…
Nie pracuję zawodowo jako fotograf, jestem amatorem. Do dzisiaj wykonuję zdjęcia zwykłym analogiem, na kliszach czarno – białych i kolorowych. Zasmakowałem przygody w technice specjalnej, fotografii w podczerwieni na materiałach czarno – białych. Ciemnia tradycyjna ustąpiła miejsca cyfrowej. Mimo wszystko wracam czasami do nieprzespanych nocy, czarując z chemią i papierem. To niesamowite, że czerń potrafi być kolorowa… Oczywiście technika cyfrowej rejestracji obrazu nie jest mi obca, lecz nie jest priorytetem. Obróbka cyfrowa ze skanowanych klisz bardzo pomaga i ułatwia dalszą pracę nad odbitką końcową. Dzięki znajomościom osób pracujących w laboratoriach foto mogłem dalej rozwijać swoje zainteresowana.