Skontaktuj się z nami

START PUBLIKACJE HOBBY Japonia - moja miłość
Japonia - moja miłość
Wtorek, 23 Luty 2010 00:00

 

Japonia - moja miłość


Bardzo lubię podróżować. Mam zawsze jakiś cel do zwiedzania, nowy kraj do zobaczenia. Są kraje bardziej dostępne i łatwiejsze, i są kraje poza moim zasięgiem. Japonię zawsze chciałam zobaczyć, ale zdawałam sobie sprawę, że jest to właściwie niemożliwe. Za daleko, za drogo, zbyt dziwnie. Podziwiałam więc ją z daleka – najbardziej odległy i niedostępny kraj. Moja przygoda z Japonią rozpoczęła się pewnego dnia, kiedy w ciągu pięciu minut musiałam się zdecydować, czy chcę jechać na roczne stypendium naukowe. Zdecydowałam na tak. Oczywiście przygotowywałam się do wyjazdu jak mogłam najlepiej. Oczytałam się w literaturze dostępnej w Polsce, artykuły, blogi. Spodziewałam się innej kultury, innych ludzi- niedostępnych i nieuśmiechniętych. Na szczęście, wszystko okazało się jeszcze inne. Wiele rzeczy się różniło, ale były też rzeczy wspólne.

Bez_nazwy

 

Na pierwszy rzut oka cała Japonia to taka wersja domu dla lalek. Małe, niskie domki bez ogródków, małe samochody, brak chodników na ulicach, małe sklepy, niscy ludzie, wszystko w wersji mini. Tylko przyroda – bujna i dzika: wielkie drzewa, bambusy, strome góry z niedostępnym lasem, gwałtowne burze i huragany, trzęsienia ziemi. W ciągu jednego tajfunu spada z nieba tyle deszczu, ile w Polsce przez rok.

2

 

Ludzie, których spotkałam, okazali się mili i bardzo pomocni. Obcokrajowiec nic nigdzie nie załatwi bez pomocy Japończyka. Znaki japońskie są nie do nauczenia przez krótki czas pobytu na wyspie. Zawsze ktoś był chętny i gotowy mi do pomocy. Japończycy pracują wolno i sumiennie, często kręcą się, aby być po prostu widocznym. Bez celu przekładają papierki, otwierają i zamykają programy w komputerze. Im dłużej ktoś jest w pracy i ma więcej do pracy, tym jest ważniejszy i tym samym bardziej przydatny.

3

 

Jadąc do Japonii obawiałam się, czy znajdę tam ludzi biblijnie wierzących, gdyż głównymi religiami są shinto i buddyzm. Dzięki pomocy Boskiej, zostałam zaproszona przez jedną z misjonarek ewangelicznego zboru w Hamamatsu. Nabożeństwo wyglądało bardzo podobnie, pieśni były mi znajome, jednak kazanie było w języku trudnym do zrozumienia. Jak mówi Pismo Święte (Dz. Ap. 10;35): „Lecz w każdym narodzie miły mu jest ten, kto się go boi i sprawiedliwie postępuje” … nawet w japońskim!

5

 

To było coś dla ducha, teraz coś dla ciała.

Najwięcej problemów miałam z japońskim jedzeniem. Ktoś mi powiedział: ”po sześciu miesiącach się przyzwyczaisz, po dziewięciu polubisz”- to okazało się, niestety, prawdą. Jedzenie w restauracji wyglądało podobnie jak u nas, jednak smakowało zupełnie inaczej -gorzej. Ten dysonans w wyglądzie i smaku bardzo rozczarowywał i odbierał radość jedzenia. Większość potraw jest doprawianych do smaku sosem sojowym, nadaje to specyficznego posmaku daniom, co nie zawsze jest miłe. Nawet ryż jest inny, okrągły i lepki. O słodyczach nie wspomnę. Narodowe słodkości są robione ze słodkiej fasoli o konsystencji gotowanych kartofli…

6


Mieszkałam przez prawie półtora roku w Hamamatsu. Zwiedziłam Japonię od góry do dołu, od Sapporo do Nara, ponad dwa tysiące kilometrów. Na mapie miasta są oznaczone kropkami, ale w rzeczywistości, od Tokyo do Osaki nie ma ani metra wolnego lądu, dom przy domu, miasto przy mieście. Każdy zakątek ma swój klimat i zapach. Lato jest bardzo wilgotne i gorące. Jesień czerwieni się klonami. Zimą powietrze jest suche i widać górę Fuji z mojego uniwersytetu. Wiosną kwitną wiśnie i lilie wodne, powodując szał fotografowania wśród Japończyków.

8

 

Iwona Chlebińska