Nader często czytając Biblię wielu z nas natknęło się na fragmenty, których nie rozumiemy. Czasami jest to związane z tym, że trudno jest nam utożsamić się z pewnymi wydarzeniami, których sami nie doświadczyliśmy, innym razem jest to problem z tłumaczeniami Pisma Świętego, których używamy, jeszcze w innym przypadku problem leży znacznie głębiej. Chodzi, oczywiście, o kontekst historyczno-kulturalny, w którym został napisany dany fragment Pisma Świętego. Jak słusznie wspomniał kiedyś doktor John Walton (źródło: Understanding Genesis 1-3, Laidlaw College YT video), „Biblia została napisana dla nas, ale nie do nas.“ Na pierwszy rzut oka może wydawać się to dziwnym stwierdzeniem, niemniej zasługuje na uwagę. Chodzi o to, że autorzy poszczególnych części tak Starego (Tanach), jak i Nowego Testamentu pisali pod wpływem inspiracji Ducha Świętego do konkretnej grupy ludzi żyjących w ich czasach. Dlatego też powinniśmy starać się rozumieć ten przekaz w kontekście ich własnej kultury i zwyczajów. Takie podejście daje nam dużo lepsze zrozumienie Biblii jako całości, ale także poszczególnych jej fragmentów, zwłaszcza tych, które są dla nas szokujące lub zupełnie niezrozumiałe. W cyklu artykułów, pt. „Dlaczego to jest w mojej Biblii?” będziemy przechodzili przez „dziwne” zakamarki Starego i Nowego Testamentu i starali się patrzeć oczami starożytnych Izraelitów, by poznać ich znaczenie dla nas i naszego życia. W zmaganiach z fragmentem, który wybrałem do dzisiejszych rozważań pomocna będzie egzegeza znakomitego amerykańskiego hebraisty, historyka i teologa Dr. Michaela S. Heisera. Egzegeza tekstu i informacja okołohistoryczna znajdują się w jego książce, pt. “I Dare You Not to Bore Me with The Bible” (loc. 370 kindle edition, Lexham Press).

Mając na uwadze powyższe wytyczne zabierzmy się za pierwszy, a przy tym jeden z bardziej dziwnych fragmentów ze Starego Testamentu, który przysparza wielu problemów tak młodym, jak i tym trochę starszym w wierze. Mowa o wydarzeniu opisanym w II księdze Mojżeszowej (Księga Wyjścia) 4:21-26:

21 Pan rzekł do Mojżesza: „Gdy będziesz zbliżał się do Egiptu, pamiętaj o władzy czynienia wszelkich cudów, jaką ci dałem do ręki, i okaż ją przed faraonem. Ja zaś uczynię upartym jego serce, że nie zechce zezwolić na wyjście ludu. 22 A ty wtedy powiesz do faraona: „To mówi Pan: Synem moim pierworodnym jest Izrael. 23 Mówię ci: Wypuść mojego syna, aby mi cześć oddawał; bo jeśli zwlekać będziesz z wypuszczeniem go, to Ja ześlę śmierć na twego syna pierworodnego””.

24 W czasie podróży w miejscu noclegu spotkał Pan Mojżesza i chciał go zabić. 25 Sefora wzięła ostry kamień i odcięła napletek syna swego i dotknęła nim nóg Mojżesza, mówiąc: „Oblubieńcem krwi jesteś ty dla mnie”. 26 I odstąpił od niego [Pan]. Wtedy rzekła: „Oblubieńcem krwi jesteś przez obrzezanie”.

Zapewne pobieżna lektura tego testu zdumiała, a może nawet zdezorientowała wiele pokoleń chrześcijan, a także z pewnością stanowiła i nadal stanowi jeden z argumentów przeciwników wiary postulujących, że Bóg Starego Testamentu jest maniakalnym mordercą. Właśnie dlatego musimy zadać sobie kilka pytań odnośnie tego zdarzenia, aby móc ustalić wszelkie okoliczności, które ukształtowały tę sytuację. Po pierwsze, dlaczego Bóg chciał śmierci Mojżesza, zwłaszcza po tym, jak sam go wybrał jako swojego reprezentanta i wysłał na misję uwolnienia całego Izraela? Po drugie, jakie znaczenie ma działanie Sefory, która za pośrednictwem tak dziwnego czynu załagodziła gniew Boży?

Jeżeli udamy się do tekstu hebrajskiego opisującego tę historię, od razu rzuci się nam w oczy fakt, że imię „Mojżesz” nie pojawia się w wersecie 25, gdzie Sefora dotyka “nóg” męża za pomocą pozostałości po obrzezaniu syna. Jak słusznie zauważyli tłumacze w anglojęzycznych wersjach Biblii: (KJV, ESV) “Sefora dotyka [jego] nóg”. Dlatego też może chodzić tu tak o Mojżesza, jak i o jego syna. Niemniej szerszy kontekst wskazuje, że osobą opisywaną może tu być jedynie Mojżesz. Dlaczego więc Bóg gniewa się na swojego sługę? Odpowiedź jako taka nie znajduje się bezpośrednio w tekście, jednak jest ona jasna, jeżeli weźmiemy pod uwagę szerszy kontekst tak biblijny, jak i historyczny. Bóg reaguje tak surowo z uwagi na bardzo poważne zaniedbanie. Po pierwsze, chodzi o różnicę pomiędzy obrzezaniem Egipskim, a obrzezaniem przypisanym przez przymierze Boga z Abrahamem (Księga Jozuego 5:2-9 i Rodzaju 17) w kontekście okoliczności narodzin i dzieciństwa Mojżesza (Księga Wyjścia 1-2). Różnica pomiędzy tymi dwoma formami obrzezania jest dosyć znaczna. Egipski ryt powodował, że napletek ulegał rozpołowieniu, gdzie w jego hebrajskim odpowiedniku, był on zupełnie usuwany. Wielu, o ile nie większość, Izraelitów pozostający w niewoli egipskiej najprawdopodobniej przeszło tę pierwszą formę obrzezania, ale nie była ona zgodna z postanowieniami Bożego przymierza. Sam Mojżesz, jako wychowanek domu faraona, musiał przejść egipską wersję obrzezania, ale nie hebrajską, gdyż sprowadziłoby to na niego śmierć z rąk popleczników faraona. Potwierdzeniem tego przypuszczenia jest fragment opisujący ponowne obrzezanie w Księdze Jozuego (5:2). Oprócz różnic fizycznych, mamy też różnice znaczenia, jakie przypisywano tym rytuałom. Obrzezanie hebrajskie odnosiło się do przymierza Boga z Abrahamem i jego potomstwem. Przymierze to związywało potomków Abrahama formalnie, czyniąc ich celem Bożej elekcji (Księga Powtórzonego Prawa 7:6). Co równie ważne, obrzezanie było znakiem nie tylko dla Izraelitów, ale także dla ich żon, które dzięki niemu wiedziały, że poślubiają mężczyzn, którzy nie czczą innych bogów. Z tego też powodu każdy mężczyzna uznawany był za “oblubieńca krwi”.

Po drugie, Mojżesz, jako emisariusz Boga Jahwe, udając się do faraona, nie dopełniając obowiązku obrzezania, zaprzeczał tym bezpośrednio sensowi swojej misji. Bóg wysyłał Mojżesza jako swojego reprezentanta, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Z kolei Mojżesz nie dopełniając obrzędu, szedł do faraona w swoim własnym imieniu, gdyż z formalnego punktu widzenia nie została nawiązana więź lub „pakt” pomiędzy suwerenem, a poddanym. To trochę tak, jakby dzisiejszy dyplomata pojechał do ONZ-u mówić w imieniu jakiegoś państwa, ale nie miał żadnej dokumentacji, aby to potwierdzić i powoływał się jedynie na swoją rozmowę z przedstawicielem organu odpowiedzialnego za sprawy tego typu.

Mając to wszystko na uwadze, łatwo wywnioskować, że Boża kara spłynęła na Mojżesza za jego lekceważenie Bożych przykazań, zwłaszcza, że zachowanie Sefory bezsprzecznie wskazuje, iż Mojżesz wiedział o takim wymogu. Czynnikiem, który pogarszał występek naszego bohatera była jego egzaltacja (wywyższenie) na przyszłego przywódcę Izraela i status bycia tym, za pośrednictwem, którego Jahwe uwolni swój lud.

Trochę już wspomnieliśmy o postaci Sefory. Wypadałoby przyjrzeć się bliżej jej roli w tej historii. Pobieżna analiza tekstu nie wskazuje, aby żona Mojżesza dokonała jakiegoś nadzwyczajnego czynu, co najwyżej można byłoby go określić jako akt desperacji, który z jakiegoś powodu ubłagał gniew Boga. Nic dziwnego więc, że kiedy chrześcijanki rozważają wzory do naśladowania w swoim życiu, to ich zainteresowanie skupia się na takie ikony kobiecej pobożności jak Rut, Anna, Estera czy też Maria. Usłyszałem swego czasu od jednej z przyjaciółek z kościoła, że owszem, słyszała o postaci Sefory, ale kobieta ta raczej źle się jej kojarzy. Częściowo jest to na pewno spowodowane niezrozumieniem zajścia, które zostało opisane. Zobaczmy więc, czy żona Mojżesza zasługuje na naszą sympatię, na zapomnienie czy też na potępienie.

Aby ustalić powyższą kwestię musimy zrozumieć, co tak naprawdę zrobiła nasza bohaterka:

„24 W czasie podróży w miejscu noclegu spotkał Pan Mojżesza i chciał go zabić. 25 Sefora wzięła ostry kamień i odcięła napletek syna swego i dotknęła nim nóg Mojżesza, mówiąc: „Oblubieńcem krwi jesteś ty dla mnie”. 26 I odstąpił od niego [Pan]. Wtedy rzekła: „Oblubieńcem krwi jesteś przez obrzezanie”. „

Jak słusznie zauważył dr Heiser rzeczą, na której powinniśmy się tutaj skupić jest dziwne działanie Sefory (I Dare You Not to Bore Me with The Bible”, loc. 370 kindle edition, Lexham Press). Dotykanie napletkiem nóg nie było w żadnym razie częścią rytuału obrzezania. Kluczem do tego problemu jest tutaj słowo hebrajskie przetłumaczone jako „nogi” (regel). Jak wskazuje dr Heiser, regel oznacza również eufemizm używany niegdyś do opisu męskich genitaliów (a także funkcji związanych z genitaliami oraz formy seksualnego obnażenia się – patrz Sdz 3:24, 1 Sam 24:3, Ez 16-25). Idąc tropem egzegezy Heisera łatwo zrozumieć, że celem Sefory było symboliczne przeniesienie obrzezania z jej syna na ojca poprzez fizyczny kontakt odciętej skóry. Dokonanie tego rodzaju zabiegu było nie tylko mądre, ale także bardzo odważne. Po pierwsze, ryt obrzezania dokonywany był wyłącznie jako funkcja religijna i to wyłącznie przez mężczyzn. Dodatkowo w społeczeństwie patriarchalnym, w którym relacja pomiędzy honorem a hańbą była traktowana śmiertelnie poważnie, działanie Sefory mogło przynieść jej samej i jej synowi poważne niebezpieczeństwo. Co ważniejsze, Sefora działa z wielką wiarą. Czyn, którego dokonała, nie ma swojej analogii w tamtejszej kulturze oraz nie spełnia minimum formalnego, aby w ogóle mógł być uznany za przeprowadzony. Sefora w wierze podjęła ten akt desperacji i w odpowiedzi na jej wiarę Bóg oszczędził Mojżesza. Obrazuje to starą zasadę, która pojawia się w całej Biblii, mówiącą nam, że wiara jest ważniejsza od rytuału, ale mimo to brak przykazanego rytuału może być wynikiem braku wiary.

Z całej historii nasuwają się dwa praktyczne wnioski. Jeden odnosi się do naszej postawy wobec Bożych nakazów. Nie możemy pomijać lub lekceważyć znaczenia obrzędów, które zostały nam nakazane jako dla nowego zgromadzenia  (tzn. kościoła) w nowym przymierzu tylko dlatego, że ich znaczenie jest niekoniecznie pierwszorzędne. Dla przykładu, instytucja chrztu sama w sobie nie jest sposobem usprawiedliwienia nas przed Bogiem. Niemniej jednak symbolika, jaką ze sobą niesie jest ważna i silnie związana ze starotestamentowym znakiem obrzezania. Dlatego też czerpiąc analogię z naszej starotestamentowej historii, musimy traktować chrzest co najmniej z taką samą troską, z jaką Izraelici traktowali obrzezanie.

Po drugie, musimy zwrócić tutaj uwagę na postać Sefory. Jest to znamienita postać, która powinna nas nauczyć tego, że rola kobiety w związku małżeńskim może (a raczej powinna) być dopełnieniem roli mężczyzny. Co więcej, kobieta może w wyjątkowych sytuacjach przejąć obowiązki mężczyzny, aby wykonać pewne zadania, które są niezbędne do wypełnienia woli Bożej. Oczywiście, sytuacje te muszą być wyjątkiem od reguły, związanym z nieoczekiwanymi lub trudnymi okolicznościami, a nie sposobem na odwrócenie danych przez Boga ról.

Kamil Dolistowski

© 2016 KChB Zbór w Białymstoku | Realizacja: KChB Białystok
Znajdź nas na: